Przejdź do głównej zawartości

Bezimienny Tie-IN Se01Ep09



Notka od autora...

"Proszę o wyrozumiałość jeżeli popełniłem gdzieś literówkę albo słowa pojawiają się złączone razem. Program w którym pisałem sam z siebie poprawiał błędy których nie było a blooger jest zaiste słabym edytorem tekstu i robi co mu się żywnie podoba z tekstem".

Parafrazując "gówno uderzyło w wiatrak"...tak w skrócie można przedstawić powód, dla którego nie było mnie w ostatnich dwóch odcinkach. To oczywiście również powód, dla którego może nie być mnie w kolejnym. Jednak nie wszystko stracone, mam zamiar poruszyć niebo i ziemię, żeby pojawić się na jubileuszowym set...ekhm...nie, stop. Jubileuszowym dziesiątym odcinku. Jednak,zanim to nastąpi chciałbym uzupełnić odcinek, który zawitał w Waszych uszach już jakiś czas temu. Dokładnie trzy dni temu,ponieważ nagranie było dostępne we wtorek, a kiedy piszę te grafomańskie wypociny, jest dokładnie piątek 21:31 czasu ziemskiego. Temat poruszany przez Piotrka,Krystiana i Michała był zaiste ciekawy, lecz nie został uzupełniony o wypowiedź największego analfabety bezimiennego podcastu, czyli mnie. A, jako że wszystko, co dobre musi się kończyć oraz, że w wszechświecie panuje równowaga. Tak na podcastowe Yin musi znaleźć się też Yang. W tym wypadku Yang wypada na moje (,jak już wcześniej pisałem ) uzupełnienie odcinka. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że jestem totalnym początkującym w dziedzinie pisania jakichkolwiek dłuższych tekstów. Więc nie oczekujcie tak wysokiego poziomu jaki reprezentują teksty Piotrka i Magdaleny. Tutaj poziom będzie dość niski jednak, jeżeli ktoś przebrnie przez to wszystko, to bez kozery powiem, że czeka go nagroda. Nagrodą jest poznanie mojego zdania na temat "rozczarowań growych, które mnie spotkały". Nie będzie to jakiś mega długi i super wyczerpujący tekst z kilku powodów, o których powiem później. A, więc przechodząc do tematu...

Na wstępie chciałbym zauważyć, że prawdopodobnie z całej naszej ekipy, będę posiadał najmniej "rozczarowań" w segmencie elektronicznej roz(g)rywki. Powód jest bardzo prosty...Nie gram w gry, które mnie nie interesują oraz nie kupuje prawie gier na premierę. Dzięki czemu "nadzianie się" na tytuł, który totalnie mnie rozczarował, po prostu graniczy z cudem. Jednak nikt nie jest idealny i stwierdzenie "graniczy z cudem" nie oznacza "nigdy się nie nadziałem". Jednak na wszystko przyjdzie czas i pora a zaczynając od początku.

Jedną z pierwszych gier, które mnie rozczarowały ( jednak nie aż w takim stopniu, że zarzuciłbym całkowicie granie w dany tytuł )było L.A. Noire. Rockstar, a raczej TeamBondi postawił na coś czego jeszcze nie stosowano w grach wideo. Jeden z prawdziwych "symulatorów" detektywa, który niestety doprowadził do upadku swoich twórców. Ich Opus Magnum okazało się niestety zbyt niedocenioną grą. W mojej głowie ta gra dostaje solidne 8/10. "Skoro 8/10 to czemu się zawiodłeś?" takie pytanie prawdopodobnie krąży Wam teraz w myślach. Otóż śpieszę z wyjaśnieniem. Mimo, że gra była bardzo dobra fabularnie, wyglądała bardzo dobrze i, inaczej niż wszystkie inne....To niestety poległa na polu sandboxowym. Twórcy dali nam ogromne miasto, które aż prosi się o zawartość a w zamian nie dostaliśmy prawie nic. To niestety tak psuło mnie frajdę z obcowania z tytułem, że ostatecznie mogę powiedzieć, iż "zawiodłem się". Jednak nie jest to uczucie tak mocne żebym zaraz miał hejtować ten tytuł. Gra jest na serio bardzo dobra jednak tak jak mówiłem wcześniej, jest również strasznie pusta w zawartość poza fabularną. Niby są znajdźki, ale totalnie bezsensu rozmieszczone. Czasami zastanawiam się czy twórcy po prostu wzięli mapę świata gry i rzucali rzutkami, żeby określić położenie znajdziek. Wiec, mimo że polecam tytuł, ponieważ jest bardzo wciągający i nigdy nie wiemy czy postąpiliśmy dobrze czy źle. Tak omijajcie całe jeżdżenie między fabularne. Najlepiej, wtedy oddać kierownicę naszemu partnerowi ( NPC ), który dowiezie nas do celu i przy okazji posłuchać rozmowy miedzy bohaterami. Niestety, L.A Noire to nie jedyny niby sandbox, który cierpi na przypadłość świata możliwości, który nie jest wykorzystany. Drugą taką grą i kolejnym moim zawodem ( jednak troszkę większym niż poprzedni tytuł) jest Mafia 2. Kto z nas nie pamięta Mafii. Gra, która była wielkim konkurentem serii GTA i wyznaczała nowe standardy w grach sandboxowych. Piękne miasto, dużo możliwości i mega fabuła. Twórcy wspięli się na szczyt twórczości, którego już nie dali rady powtórzyć w kolejne części wg Mnie. Mafia 2 pod względem fabularnym daje radę, udźwiękowienie w ciekawy sposób oddaje klimat czasów prohibicji jednak miasto już nie daje rady. Mamy tutaj kolejny książkowy przykład "jak nie powinno robić się sandboxowych gier". Miasto jest puste jak kieszenie studenta przed wizytą u rodziców. Jest to kolejna gra, która wiele, by zyskała, gdyby nie posiadała w pełni otwartego świata. Kolejny sandbox, kolejny zawód...jednak znowu nie tak ogromny, żeby odrzuciło mnie od tego tytułu. Skoro wymieniłem gry, które mnie zawiodły, ale nie odrzuciły, pora teraz na atak,z drugiej strony. Też sandbox, też mega otwarty świat i ( o dziwo ) masę możliwości. Just Cause 2 przez wielu uznawany za TotalOverdose nowe ( obecnie już poprzedniej ) generacji, odrzucił mnie tak mocno, że nie dałem rady go nawet skończyć. Nie jestem godzien oceniać fabuły tego dzieła, ponieważ nie skończyłem tytułu. Jednak to, co mogę ocenić, to rzeczy, które sprawiły, że przestałem w JC2 po prostu grać. Od czego, by tu zacząć...a tak! Sterowanie postacią. Nie wiem, czy to był tylko przypadek u mnie, ale sterowanie postacią było totalnie skopane ( wg Mnie ofkors ). Główny bohater nie reagował często na komendy wydawane za pomocą guziczków na moim czarnym padzie. Jak już zdarzyło mu się zareagować to i tak w nie ten sposób jaki chciałem. Nie lepsze było całe prze mieszczanie się za pomocą pojazdów. Jeżeli myślicie, że w Watch Dogs był skopany ten aspekt to zapraszam do JC2. Tam każdy pojazd prowadzi się podobnie..., czyli jak wielkiego klocka. Samochody odbijały się od siebie jak piłeczki, często po wybuchu leciały przez 25km, żeby tylko znowu wybuchnąć i lecieć dalej ( true story bro ). Mimo wszystko, jak już jakimś cudem postać zaczęła reagować odpowiednie, to dało się czerpać jakąś tam frajdę. Oczywiście z czystej niezobowiązującej rozwałki. Jednak zbyt duża ilość problemów zniechęciła mnie totalnie do tego tytułu.

Kolejnym tytułem, który nie skończyłem jest DjHero. Dzięki Bogu pożyczone od współlokatorki, która miała fizia na punkcie tejgry. Podchodziłem do tego tytułu jak do innej wersji Guitar Hero...no i się przejechałem. To co było fajne w GH tutaj zawodzi wgMnie. Całe to darcie płyty i przełączanie suwaczków jest "jakieś takie dziwne". Nie dawało mnie to tyle frajdy co nawalanie megakolorowych riffów na plastikowej gitarze. Gra poszła w odstawkę do pokoju współlokatorki a ja obiecałem sobie, że już nigdywięcej nie spojrzę nawet na ten tytuł.

Teraz pora na trochę fps'woych zawodów w moim życiu. Jako, że normalny człowiek żyje tylko raz ( albo 1000 razy, jeżeli jest tchórzem ) tak ja będąc graczem żyłem dość obficie. Byłem żołnierzem w specjalnym lateksowym wdzianku ( Crysis 2 ),wyrzutkiem/najemnikiem z problemem alkoholowym i kolegą robotem ( Bulletstorm ) oraz jednym z niewielu ocalałych, kiedy spadłem z księżyca ( Rage ). Mimo, że wszystkie trzy gry skończyłem, tak nigdy więcej nie chcę do nich wracać. Jednak od początku....Crysis 2, kolejna część podobno super fps'a z przed kilku lat, który sprawiał, że komputery się paliły i nikt nie mógł odpalić tej gry na ultra aż do 2012 roku. Nie zaprzeczam/ nie potwierdzam, ponieważ nie grałem w jedynkę...jednak dwójka przekreśliła serię na dobre. Graficznie bardzo ładnie nawet jak na konsole, temu nie zaprzeczę...fabularnie dno i kilometr mułu.Jednak to fps, tutaj nie chodzi o fabułę ( w większości oczywiście, ponieważ są gry fps z mega fabułą ), tutaj chodzi o czysty GunPlay. Feeling ze strzelania, radość z zabijania i efekty. No, więc tak trochę od końca. Efekt jak najbardziej są, widać je i słychać. Radość z zabijania też jest. Przeciwnicy o dziwo mają "mózg", mimo że nie jest jakiś większy niż orzeszek to jednak daje radę w porównaniu do wielu innych "kolesi" z gier. Feeling ze strzelania...twórcy tej gry chyba nie słyszeli o czymś takim.Studio, które stworzyło CryEngine nie powinno zabierać się za gry wg Mnie. Strzelając do przeciwników, czy to ludzkich czy nieludzkich, jedyne co czujemy to...jakbyśmy strzelali do worka z ziemniakami. Tak masakrycznie słabego uczucia w fps'ach nie powinno być...oh wait! Rage jest dokładnie taki sam. Strzelamy do przeciwników, którzy są post apokaliptycznymi workami po ziemniakach. Mimo, że cała reszta daje mocno radę i zawsze jest co robić w otwartym świecie. Tak strzelanie poległo.Oczywiście jest też mega PoPUp tekstur ( na konsoli ), który mnie ostatecznie nie przeskadżał, ponieważ moje oczy zgłupiały jak zobaczyły stałe 60 klatek na sekundę. Trzecia gra, która odpadła przez to, jak się w niej strzela to BulletStorm. Mimo, że miałem frajdę z kopnięcia przeciwnika, przyciągnięcia go do siebie, żeby kopnąć go znowu i strzelić mu w tyłek...tak frajdę psuło dla mnie to samo co w poprzednich grach. Wszystkie te gry skończyłem. Rage i Crysis 2 prawdopodobnie dlatego, że jestem masochistą, jednak już nigdy nie wrócę do żadnego tytułu z tej serii. Mimo, że dostałem Crysis 3 za "darmo" w plusie to ten tytuł zgnije w odmętach zapomnienia. Bulletstorm'a również nie ruszę już, ponieważ nie dawało mnie to aż tak wielkiej frajdy żebym chciał do tego wracać. Gry odznaczam jako zaliczone i do zapomnienia, ponieważ nie mam nawyku nie przechodzić gier. Dzięki czemu moja kupka wstydu z 79 tytułów na Ps3 zmalała obecnie do 6. Co uważam za bardzo dobre, ponieważ żadne pudełka po nocach nie skradają się do mojego łóżka i nie patrzą na mnie wzrokiem typu "zagraj we mnie". Jednak to nie tak, że przypadek DjHero potwierdza regułę i niektóre gry odchodzą w zapomnienie, zanim je skończę. Mimo, że takie tytuły mogę zliczyć na palcach jednej ręki to jednak się trafiają. Na dobre 220 tytułów jakie przeszedłem na samej PeeSTrójce, odrzuciłem tylko mniej niż pięć.

Takim tytułem jest również NeverDead. Mimo, że gra zapowiadała się dla mnie mega tytułem tak mechanika, która została w niej zawarta, sprawiła, że porzuciłem grę na dobre z krzykiem " @#$#@%#@$@#%#@%@ #$Ty !@#!@#!@ ". Ekhm...a dokładniej mówiąc porzuciłem grę z powodu walki. Walka w tej grze była tak toporna i słaba, że nie dało się nic zrobić. Dorzucam do tego fakt, że nasz bohater mógł zostać rozczłonkowany. Co oczywiście bardzo często się zdarzało. Nawet śmiem twierdzić, że za często. Zwykłe spojrzenie przeciwnika potrafiło pozbawić nas nóg. A turlanie się głową w poszukiwaniu nogi,ręki i reszty też nie było jakoś mega. Ostatecznie gra została przeze mnie odtrącona jak młody chłopak przez swoją szkolną miłość.

Teraz uwaga, będzie mega Top3 gier, które mnie zawiodły. Ba! Jeden tytuł to w sumie cała seria a dokładniej trzy tytuły w, które grałem. A, więc do rzeczy. Każdy z nas słyszał o Need For Speed Most Wanted 2012, mega powtórka z rozrywki, która miała pokazać, że Criterion potrafi robić coś poza Burnoutami. Jednak jest to część, która zniechęciła mnie do całej serii i nigdy nawet nie spojrzę na grę z NFS na okładce. Ogólnie gra była miła w odbiorze. Wielkie miasto, szukanie aut, wyścigi,tuning w prostej formie i takie tam...jednak, po coto wszystko ? Skoro AI jest oszukane...jup, dokładnie tak jak czytacie. Całe AI w grze jest jedną wielką ściemą. Gra z zimną krwią podkręca obroty wszystkim dookoła ( mowa o autach sterowanych przez AI ) dzięki czemu często widziałem jak mój Koenigsegg Agera R jadący na prostej drodze, zostaje wyprzedzony bez najmniejszych problemów przez auto, które nie powinno nawet osiągać takiej prędkości. Jednak to nic, ponieważ "komputer" często rzucał nam kłody pod nogi w stylu teleportacji auta"nie wyścigowego" na nasz tor. Autko jedzie sobie lewym a tu nagle pyk i autko jest na prawym przed nami. Bez animacji zmiany pasa ani nic. Jednak wróćmy do naszych przeciwników w wyścigach. Wiele razy zdarzało się, że przejeżdżali przez kolczatkę inie mieli przebijanych opon. Od razu uprzedzam, że nie mieli tych nadmuchiwanych opon. Mimo, że grę przeszedłem to nie zamierzam już nigdy odpalić czegokolwiek związanego z NFS'em. W myśl zasady Need For Speed skończył się na Underground2.



Miałem niewielki problem, który tytuł wybrać jako nr1 na liście rozczarowań...Jednak ostatecznie stwierdziłem, że nie będzie to seria Assassin's Creed. A dokładniej rzecz ujmując nie będą to części w, które grałem, czyli AC1,AC3 i AC:U. Jednak do wszystkiego dojdziemy. Ubisoft i AC to praktycznie jak chłopczyk i jego miś. Śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najbardziej dochodowych marek tego studia. Jednak wg Mnie nie jest najlepszą. AC1 zraziło mnie do serii na wiele lat z powodu powtarzalności, nudnego świata i tym podobnych. Nie chcę się tutaj rozpisywać na ten temat, ponieważ często nawet najbardziej core'owi fani uznają AC1 za najsłabszą część serii. Więc teraz przeskoczmy kilka lat, kiedy to w plusie ląduje kolejna część tej gry. Mowa tutaj o AC3. Ostatecznie postanowiłem przełamać mój wstręt do tej serii i zagrałem. W końcu "za darmo" można spróbować. Uwierzcie mi w jedno, to, co mówiliśmy o tej grze na łamach podcastu to pikuś. Kopaliśmy leżącego i to niemiłosiernie. Mimo, że usytuowanie gry było wg Mnie bardzo fajne tak aspekt techniczny gry leży i kwiczy. Twórcy powinni dostać karnego banana na twarz za to, że wydali taki tytuł. Jednak, jeżeli nas słuchacie to już o tym wiecie, ponieważ kopiemy to truchło od dawna i to często na antenie.Więc teraz przeskok o kolejne kilka lat, kolejna darmowa wersja tym razem od kolegi, którego pozdrawiam. Znowu przełamałem wstręt i znowu odpaliłem grę od ubisoftu. Zobaczmy co ich "miś" ma do zaoferowania. ACU odpaliłem z nadzieją nowej jakości w końcu next geny i bla bla bla. Jedyne co dostałem to AC3 w nowej odsłonie. Gry nie skończyłem ( w przeciwieństwie do AC3 ).Nie jest mi z tego powodu wstyd, broń Boże!. Ta gra jest tak tragiczna pod względem działania, że szkoda na nią czasu. Dropy animacji, topienie się w powietrzu zresztą nie ma co tu dużo pisać. Wpiszcie sobie na youtube AC:Unity Bugs i tyle. Można cały dzień oglądać bugi i non stop widzieć jakieś nowe. Tak jak Scarlett Johansson powiedziała kiedyś "Sorry Pepsi, Sorry Cola" ja mówię "Sorry Ubi, Sorry AC".Nigdy więcej. Niesmak został w ustach i nie pozbędę się go tak łatwo tym razem. Będę czuł zmarnowany potencjał i czas, który smakuje jak rdza. Chociaż nigdy nie wiadomo mimo, że ACU było klepane na kolanie tak ACR podobno daje radę. Może to będzie kolejna część w którą zagram jak ktoś pożyczy albo będzie w plusie.
Anywhoo...moje grafomaństwo sięga zenitu, ponieważ to już czwarta strona a ja mam jeszcze jedną grę. Jeden tytuł, który zgwałcił moje oczekiwania, sprawił, że nigdy więcej nie kupiłem gry w preorderze a studio, które ten tytuł wydało, spadło z listy"zaufanych" na listę z ubisoftem,ea itp. itd.

Mowa tutaj o Beyond:Two Souls...

Na wstępie chciałbym powiedzieć, że uwielbiam Indigo Prophercy a Heavy Rain po prostu ubóstwiam. A studio Quantic Dream nie zawiodło mnie do czasu premiery BTS. Gra, która miała być jeszcze bardziej Cinematic, jeszcze bardziej "doznaniem" znanym z poprzednich ich gier. Twórcy postawili bardzo dużo i stracili jeszcze więcej. Obsada aktorka była bardzo dobra, tutaj nie mogę zaprzeczyć. Gra również wyglądała bardzo pięknie. Nowy/stary sposób na prowadzenie momentów akcji był też bardzo fajny. Nie było już tych nachalnych strzałek, które mówiły Ci co robić. Wszystko było kontekstowe. Jednak twórcy zawalili tam, gdzie poprzednio dawali z siebie wszystko. Mowa tutaj o fabule...fabule, która jest tak słaba, tak źle wymieszana i tak źle podana, że Gordon Ramsay miałby wiele do powiedzenia o niej. Jednak zacznijmy od początku po raz kolejny. Fabularnie gra obejmuje całkiem spory okres z życia głównej bohaterki. Co już jest niezłym wyzwaniem i trzeb to bardzo dobrze przemyśleć. Tak spory kawałek tortu może być mieczem obusiecznym. No i niestety tutaj Quantic Dream wbiło sobie ostrzejszą stronę ostrza w oko. Twórcy prawdo podobnie chcieli spiąć tak spory kawałek czasu,tak jak zrobił to Robert.E, .Howard. Dla nie wtajemniczonych powiem, tylko że jest to twórca Conana oraz wielu innych ciekawych książek. Obstawiam, że jednak nie każdy wie, co może mieć wspólnego Conan oraz Beyond:Two Souls. Więc śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż książki Howarda o jednym z najpopularniejszych barbarzyńców były pomieszane chronologicznie. Zabieg ten miał przypominać opowiadania starca, który pamięta tylko skrawki swojego życia, lecz nie pamięta "co było po czym". O, ile w twórczości Howarda to miało sens i sprawdziło się idealnie tak BTS poległ sromotnie, próbując zaadaptować ten pomysł. Historię śledzimy z niezłymi przeskokami, gdzie na początku mamy główną bohaterkę jako dziewczynkę, później jako nastolatkę, żeby po chwili wrócić do dziewczynki, która potem będzie osobnikiem dorosłym. W skrócie pomieszanie z poplątaniem, które w tej grze nie dało rady. Zamiast czuć przywiązanie do postaci i wciągać się w fabułę, czujemy jakbyśmy oglądali tylko jakieś urywki z życia,które nie mają sensu i są nam obojętne. Teraz lekko zmieniając temat, pamiętacie jak w Heavy Rain nasze akcje kreowały historie. Każda nasza decyzja wpływała na fabułę, ile postaci nam przeżyło itp. itd. również. To teraz niespodzianka, w BTS coś takiego nie istnieje. Nasza postać jest praktycznie nieśmiertelna i, jeżeli podczas akcji odłożycie pada to i tak gra przejdzie się sama. Decyzje podjęte w grze nie mają żadnego znaczenia i możemy je wybierać losowo. Nawet zakończenia nie mają większego sensu. Reasumując...nowe dzieło studia Quantic Dream zawiodło mnie po całości. Mimo, że grę skończyłem i kupiłem na premierę ( dzięki Bogu udało mnie się odsprzedać grę z zyskiem ) to nigdy więcej nie kupię nic od tego twórcy. Pokazując nam IP,HR i Karę, liczyłem, że się postarają. No i zawiodłem się sromotnie.

No nic, to pora kończyć...jednak teraz jesteście bogatsi i biedniejsi. Bogatsi, ponieważ już wiecie co mnie rozczarowało i dlaczego. Oraz, że nie umiem w ogóle pisać a moje grafomaństwo sięga zenitu. Biedniejsi, ponieważ straciliście czas na czytanie czegoś co ma pięć stron. No i prawdopodobnie kilka Waszych szarych komórek umarło starając się ogarnąć ten mój poziom głupoty. Teraz chciałbym życzyć Wam miłej nocy i weekendu. Jeżeli chcecie polemizować na temat mojego tekstu to zapraszam.Możecie śmiało pisać maile, komentarze tutaj pod wpisem ewt. Bezpośrednio do mnie na facebooku. Z chęcią wdam się w konwersację oraz przyjmę krytykę tekstu oraz to, co mogę poprawić następnym razem. Chociaż bardziej obstawiam, że ten tekst będzie dla Was rozczarowaniem. A teraz już na poważnie...
Życzę Wam miłego weekendu, spokoju i do usłyszenia prawdopodobnie we wtorek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odcinek 95 - Absolver

Dzisiaj będziemy rozmawiać w temacie głownym o dwóch grach. Pierwszą z nich jest Absolver, gra akcji osadzona w realiach fantasy, której sercem jest bardzo rozbudowany system walki w zwarciu. Drugą grą będzie Project 1v1 studia Gearbox Software. Jest to futurystyczny shooter nastawiony na zbieranie i kolekcjonowanie kart. Oprócz tego, dowiecie się o zmianach na steam'ie i przybliżymy Wam nowy tryb - Battle Royal - we Fortnite. A na deser mały komunikat. Samo mięsko!
W odcinku:  Zmiany na Steam'ie
Battle Royal - nowy tryb we Fortnite
Project 1v1

Kącik VR:
N/A

Temat główny:
Absolver

Hejter Zone:
N/A

Możecie komentować pod odcinkiem, na naszym fanpage'uoraz możecie wysłać do nas maile. Poza tym jesteśmy na Youtube'ie i Twitch'u
Ogólny: bezimiennypodcast@gmail.com

Muzyka: Lukhash - Hongdae>

Download:  MP3M4A

Odcinek 104 - Sprzedaż gier w Polsce

Dość nietypowo zaczynamy ten miesiąc. Otóż porozmawiamy sobie o sprzedaży gier w Polsce. Dowiecie się, że nie zawsze gra, która jest nowa, jest faktycznie nowa. Czy sprzedawca faktycznie sprzedaje Wam grę, która jest lepsza, czy może został opłacony przez firmy wydawnicze ? Na końcu opowiemy o historiach, prosto ze sklepu, po których poleciały łzy szczęścia. Bawcie się dobrze i pamiętajcie, żeby nigdy nie kupować ulepszonej gwarancji.
W odcinku:  Kodi na Xbox One
Kijek Prawdy

Kącik VR:
N/A

Temat główny:
Sprzedaż gier w Polsce

Hejter Zone:
N/A

Możecie komentować pod odcinkiem, na naszym fanpage'uoraz możecie wysłać do nas maile. Poza tym jesteśmy na Youtube'ie i Twitch'u
Ogólny: bezimiennypodcast@gmail.com

Muzyka: Lukhash - Hongdae>

Download:  MP3M4A

Odcinek 100 - Setny!

Trudno w to uwierzyć, ale się udało. Dobiliśmy do 100 odcinków i jesteśmy z tego powodu bardzo dumni. Dlatego chcieliśmy podziękować Wam drodzy słuchacze za to, że byliście z nami przez te wszystkie lata i zaprosić Was do naszego "Setnego" odcinka, który jest inny niż wszystkie i jedyny w swoim rodzaju. Enojy your ride!
#100
Możecie komentować pod odcinkiem, na naszym fanpage'uoraz możecie wysłać do nas maile. Poza tym jesteśmy na Youtube'ie i Twitch'u
Ogólny: bezimiennypodcast@gmail.com

Muzyka: Lukhash - Hongdae>

Download:  MP3M4A